sobota, maj 5 2012

Warszawscy Robinsonowie

17 stycznia 1995 roku słońce wzeszło przed godziną 8 rano. Tego ranka prezydent Warszawy Marcin Święcicki wydawał się być zamyślony bardziej niż zwykle. Dzisiaj czekało go bowiem szczególne spotkanie, które powinno było się odbyć już dawno temu. Komunistyczne władze zachowywały jednak powściągliwość wobec powstańczych bohaterów i trzeba było upadku systemu, aby godnie docenić heroizm i pomyśleć o tych, którzy odważyli się trwać w ruinach ukochanego miasta.

Kim byli Ci, którzy poprzez decyzję Opatrzności przeżyli piekło za życia ? Jak to możliwe, że przetrwali, żyli i nadal żyją – już w wolnej, niepodległej Polsce, Warszawie? Dzisiaj prezydent miał uzyskać odpowiedzi na pytania, które nurtowały go od dawna, z pierwszej ręki. Ratusz zorganizował bowiem spotkanie władz miasta z Warszawskimi Robinsonami. Należało nadrobić stracony czas i wysłuchać świadków prawdziwej szkoły przetrwania. Prezydent czekał z niecierpliwością na zaproszonych gości. Chciał ich poznać osobiście – mógłby się od nich wiele nauczyć – tak jak zresztą większość z nas. Oczywiście w spotkaniu miała uczestniczyć jedynie nieliczna grupka tych, którzy jeszcze żyli.

Była wśród nich między innymi Pani Danuta Gałkowa. Odegrała ona kluczową rolę przy przetrwaniu swojej grupy po upadku Powstania Warszawskiego na Starówce. W czasie spotkania opowiadała swoją historię ze wzruszeniem:

Wybuch wojny i okupacja
„Sama nie wiem jak to się stało, że już jako dwudziestoletnia dziewczyna byłam zdolna do tak heroicznej postawy. Jednak odpowiedzialności obywatelskiej uczyłam się już od początku II wojny światowej. Z drugiej strony wartości patriotyczne wyniosłam także z domu rodzinnego.

Chcąc być użyteczną we wrześniu 1939 roku zgłosiłam się do Szpitala Przemienienia Pańskiego na Pradze, gdzie pracowałam w jakże gorących pierwszych dniach agresji Niemiec na Polskę. Dyżurowałam przy telefonie i przekazywałam służbom sanitarnym informacje o miejscach, do których należało wysyłać służbę medyczną. Moja pomoc trwała aż do momentu, kiedy Niemcy zbombardowali szpital. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie było mnie wtedy „w pracy”.

W czasie okupacji nadal byłam aktywna. Kiedy uczyłam się pisania na maszynie u przyjaciół rodziny, zostałam szybko zauważona przez osoby zaangażowane w walkę konspiracyjną. Początkowo kolportowałam antyniemieckie ulotki – a kiedy się w tym sprawdziłam – zostałam gruntownie przeszkolona z metod pracy i zasad funkcjonowania tajnej organizacji konspiracyjnej.

Zdawałam sobie sprawę z zagrożenia w jakim się znajdowałam. Jednak nigdy nie zawahałam się i nie zmieniłam swojej decyzji. Na początku moim zadaniem była obserwacja kolaborantów i identyfikacja układu ich mieszkań – informacje te były niezbędne, aby skutecznie likwidować zdrajców. Między innymi od mojego zaangażowania zależało bezpieczeństwo i życie wielu Polaków.

Mijał czas, a ja dobrze radziłam sobie z powierzanymi zadaniami. Z czasem koledzy zaproponowali mi wejście w struktury Armii Krajowej. Po zgodzie moich przełożonych podjęłam wyzwanie i złożyłam przysięgę na wierność Bogu i ojczyźnie. Od tego momentu zostałam „Blondynką” – taki pseudonim nadali mi bowiem koledzy. Rozpoczęłam również regularne tajne szkolenia wojskowe.

Już w czasie okupacji miałam wiele szczęścia. Kilkakrotnie uniknęłam wywózki do obozu. Oczywiście wpadki się zdarzały – jednak wychodziłam z nich dzięki Bogu cało. Między innymi dzięki pomocy innych ludzi.

Powstanie Warszawskie

Lata mijały, a my wciąż oczekiwaliśmy wyzwolenia. Armia Czerwona sprawnie posuwała się w kierunku zachodnim, także można było mieć nadzieję na szybkie zakończenie wojny. W końcu zdecydowaliśmy się wziąć sprawy w swoje ręce – walczyć o wyzwolenie – zrzucić jarzmo i pomścić ostatnie pięć lat upokorzeń i ucisku.

Siły konspiracyjne postawione zostały w stan gotowości już pod koniec lipca 1944 roku. Również i ja wraz z kolegami z niecierpliwością oczekiwałam na wybuch Powstania. Byliśmy gotowi poświęcić życie – byle tylko ojczyzna została wreszcie oswobodzona. Walki rozpoczęły się 1 sierpnia około godziny 17. Na początku odpowiadałam za punkt sanitarny – moje doświadczenie z czasów okupacji bardzo się przydało. Jednak chciałam walczyć aktywnie – przeszłam przecież przeszkolenie z obsługi broni. Mój dowódca wyraził zgodę i przydzielił mnie do drużyny „Eleganta” – Mieczysława Gałki – jak się później okazało mojego przyszłego męża i współtowarzysza gehenny, którą wspólnie mieliśmy przejść.

Początek Powstania nie zapowiadał dramatu dalszych dni. Nasz oddział stacjonował w Pasażu Simonsa na ulicy Nalewki. Cała drużyna dzielnie walczyła sprawnie wykonując rozkazy przełożonego.

Amunicja jednak szybko się kończyła, a poza tym dowództwo powstania szykowało wielką akcję ataku na Dworzec Gdański. Potrzebni byli ochotnicy, którzy kanałami przeszliby na Żoliborz po broń. Natychmiast zgłosili się chłopcy z naszej drużyny. Sama również chciałam brać udział w akcji, jednak Elegant wyraził zdecydowany sprzeciw – a kłótnia niczego nie zmieniła. Później okazało się, że jego decyzja była opatrznościowa. Z czwórki chłopców, którzy zgłosili się do akcji, jedynie dwóch – w tym sam Elegant – ocalało. Młodzi żołnierze nie zeszli nawet do kanałów – zostali trafieni odłamkami granatnika. Kiedy tylko się o tym dowiedziałam, natychmiast odnalazłam kolegów w szpitalu powstańczym i stale się nimi opiekowałam. Później okazało się, że tak miało zostać już do końca.

Za życia w piekle.

Elegant ciężko ranny w prawą nogę nadal musiał pozostawać w szpitalu. Ja natomiast za zgodą dowódcy doglądałam go. 31 sierpnia sytuacja jednak zaczęła się robić krytyczna. W szpitalu na ulicy Mostowej ludzie byli przerażeni. Niemieckie samoloty stale bombardowały Stare Miasto zamieniając zabytkowe kamieniczki w stertę gruzów. Postanowiłam jednak wrócić do oddziału przy ulicy Nalewki, aby ocenić jak wygląda sytuacja. Z drugiej strony nie chciałam zostawiać wystraszonego Eleganta.

Dotarłam tylko do Pałacu Krasińskich, gdzie przy włazie do kanału na ulicy Długiej działy się Dantejskie sceny. Tam od żołnierzy dowiedziałam się, że nie ma po co wracać do Pasażu Simonsa – wszyscy zginęli. Sama mogłam wraz z innymi kanałami przedostać się do Śródmieścia.

Wahałam się jedynie przez chwilę – wiedziałam co mam robić. Nie, nie zostawię Eleganta. Przecież to kolega z konspiracji, przyjaciel z Pragi. Poza tym opuszczając go i patrząc w jego przestraszone oczy, obiecałam: wrócę. Liczyłam, że uda mi się umieścić Mietka w innym powstańczym szpitalu. Zadawałam sobie jednak sprawę, że obydwoje mogliśmy zginąć… Mimo to wolałam śmierć niż zdradzić współtowarzysza. Z powrotem więc udałam się na Mostową.

Po kilku dniach za radą personelu szpitalnego przebraliśmy się i udawaliśmy rannych cywilów. Okazało się, że była to jedyna szansa na przetrwanie. Niestety Elegant cały czas nie mógł się poruszać. Kiedy okazało się, że ludność cywilna otrzymała rozkaz, aby zbierać się na Placu Bankowym skąd miała wychodzić z miasta, podjęłam kolejną heroiczną decyzję: nadal zostajemy na Starym Mieście.

Z ulicy Mostowej przeszliśmy do szpitala po prawej stronie Podwala w restauracji pod Krzywą Latarnią. Tam pilnowani przez Niemców z niepokojem oczekiwaliśmy na rozwój sytuacji. Dzień później nakazano ewakuację – szpital miał zostać spalony.

Nie było wiele czasu na zastanowienie. Wahaliśmy się jedynie przez chwilę. Długie lata wojny nauczyły nas nieufności wobec okupanta. Wraz z Elegantem i kilkoma innymi osobami zostaliśmy na miejscu. Świadomi zagrożenia i pewni tego, że wkrótce zostanie podłożony ogień rozpaczliwie szukaliśmy schronienia. Zmieściliśmy się w kilka osób w pomieszczeniu, które mogło niegdyś być łazienką, czy kuchnią i jakimś cudem przetrwaliśmy sam moment spalenia budynku.

Okazało się, że z ocalałych osób jedynie ja byłam w pełni sprawna. Dlatego kiedy już zapadła noc i uznaliśmy, że Niemców nie ma w pobliżu, zdecydowałam się wyjść na zewnątrz, aby realnie ocenić sytuację.

To co zobaczyłam kompletnie mnie zaszokowało – choć już zapadł zmierzch było jasno od pożarów. Podwórze zaścielały stosy trupów – rozstrzelanych na zewnątrz nieszczęśników, którzy zdecydowali się opuścić szpital. Cały czas słyszałam skwierczący ogień i z trudem znosiłam swąd palących się ciał. Wydawało mi się, że jestem w piekle. Tylko za jakie grzechy???

Musiałam opanować emocje, ktoś musiał walczyć o przetrwanie. Elegant i pozostałe kilka osób potrzebowało mnie. Wróciłam więc i zdałam chłopcom relację. Zdecydowaliśmy się szybko opuścić spalony szpital. Pomagając kolejno rannym przeszłam z nimi w okolice budynku przy ulicy Długiej 5. Potem wspólnie zdecydowaliśmy, że największe szanse przetrwania będziemy mieli w piwnicach przy ulicy Freta 1-3, gdzie też się udaliśmy. Znalazło się tam miejsce również i dla nas. Ludzi było dużo jednak z czasem zaczęło ich ubywać. Na początku pozostało nas sześcioro, potem już tylko trójka w tym ja i Elegant.

W Hadesie

Nasze życie toczyło się w czasie długich nocy. W dzień siedzieliśmy jak myszy pod miotłą – była to bowiem jedyna szansa na przetrwanie. Wierzyliśmy bowiem, że się uratujemy. Byliśmy jednak wykończeni fizycznie i psychicznie. Mijały dnie i noce, które zlewały się w jedno – jedynie poświata przedostająca się przez zwalony częściowo otwór budynku sygnalizowała, że nadszedł kolejny dzień, niestety niewiadomo który…

Staraliśmy się wzajemnie wspierać i ze sobą rozmawiać – oczywiście szeptem w obawie by nie usłyszeli nas Niemcy. Wspominaliśmy przeżycia powstańcze, różne akcje i epizody walk. Ulubionym tematem było jedzenie. Samymi opowiadaniami nie można było jednak zaspokoić głodu, a poza kostkami cukru i płatkami ziemniaczanymi nie mieliśmy żadnego pożywienia. Z wodą też nie było wesoło.

Dlatego zdecydowaliśmy się wyjść z piwnicy w poszukiwaniu jakiegokolwiek pokarmu. Idąc wśród ruin, zwałów śmieci i połamanych mebli znalazłam grubą kromkę spleśniałego razowego chleba, którą natychmiast schowałam. Potem jednak udało nam się dotrzeć – wyszliśmy we dwójkę – do zabudowań zakonu Sakramentek. Tam jak przypuszczaliśmy czekało na nas chwilowe wybawienie. W ogrodzie zakonnym na krzakach pełno było dorodnych czerwonych pomidorów oraz innych warzyw, z których najbardziej nas interesowała cebula. Zapakowaliśmy te skarby w znaleziony kosz i z trudem dociągnęliśmy go do naszej kryjówki. Na nowo zaczęliśmy wierzyć, że przeżyjemy. I rzeczywiście nasze przeczucie nas nie myliło.

Ocalenie
Kiedy kolejny raz skończyło się nam pożywienie postanowiłam ponownie zaopatrzyć nas w żywność. Kiedy wyszłam z piwnicy dostrzegłam dwie kobiety z opaskami czerwonego krzyża przemierzające drogą wśród ruin. Jakie było ich zdumienie kiedy mnie ujrzały. Okazało się, że 2 października podpisano kapitulację i że Powstanie się skończyło. Obie kobiety posiadały niemieckie przepustki, które pozwalały im bezpiecznie poruszać się po Starówce. Szybko powiedziałam im, że jestem z dwoma rannymi. Sama nie byłam w stanie przekazać chłopcom informacji o klęsce Powstania – dlatego zrobiła to jedna z kobiet. Razem ustaliłyśmy, że zorganizujemy na drugi dzień pomoc, aby ich przetransportować do szpitala na ulicy Płockiej.

Byliśmy tam sensacją. Każdy chciał nas zobaczyć. Każdy okazywał nam szacunek. W końcu nazwano nas „Warszawskimi Robinsonami”. Niestety okazało się, że noga Eleganta kwalifikowała się do amputacji. Jednak nie to było ważne – przecież żyliśmy. Do dziś sobie i przyjaciołom powtarzam w trudnych sytuacjach – ty musisz żyć, musisz wyzdrowieć. Jest to moje cenne doświadczenie, wyniesione z powstańczego, piwnicznego Hadesu.”

Spotkanie w warszawskim ratuszu trwało jeszcze jakiś czas. Prezydent z uwagą słuchał żyjących „Warszawskich Robinsonów”. Historia Pani Danuty Gałkowej nie była jedyną. Prezydent usłyszał wiele historii, które mogłyby posłużyć za scenariusz niejednego filmu sensacyjnego. Bowiem jak wytłumaczyć sytuacje ludzi, którzy potrafili przetrwać w ruinach, zgliszczach Warszawy wbrew wszelkiej logice i wobec śmiertelnego zagrożenia ze strony okupanta??? Jedynie wola przetrwania, wielka cena życia mogłyby wyjaśnić to, że Warszawscy Robinsonowie ocaleli…

Kiedy już po zakończonym spotkaniu prezydent Marcin Święcicki zastanawiał się w jaki sposób miasto mogłoby oddać swoim bohaterom hołd, nie miał wątpliwości co należy zrobić. Dwa lata później Pani Danuta Gałkowa, a także inni uczestnicy spotkania, otrzymała pismo z Urzędu Miasta: „W uznaniu dla Pani odwagi, mam zaszczyt wręczyć Pani medal „IV wieki Stołeczności Warszawy”. Prezydent wiedział – dzięki takim ludziom Warszawa przetrwała.

Autor w swojej pracy oparł się głównie na dwóch pozycjach: 1. Danuta Gałkowa, Byłam Warszawskim Robinsonem oraz 2. Wacław Gluth-Nowowiejski Nie umieraj do jutra.

środa, kwiecień 18 2012

Jak to było z wielkim V na byłym placu Adolfa Hitlera (obecnie Piłsudskiego) ?

Wielkie V w czasie II Wojny Światowej na Placu Piłsudskiego

Były to czasy II Wojny Światowej, gdy stolica była zajęta przez Niemców, a obecny Plac Marszałka Józefa Piłsudskiego nazwany został imieniem Adolfa Hitlera. Któregoś dnia Niemcy na tym placu zbudowali wielki drewniany sześcian, a na nim umieścili rzymską piątkę. Takie wielkie V - VICTORIA. Miało to  […]

Kontynuuj czytanie

wtorek, marzec 27 2012

Ulica Chłodna część 2

W poprzedniej części artykułu na temat Chłodnej opisałem historię ulicy, jej przebieg i zabudowę oraz podałem informacje odnośnie zrealizowanej w 2011 roku rewitalizacji. Teraz natomiast chciałbym się skupić na jej najcenniejszych, najbardziej istotnych obiektach. Prezentując wybrane zabudowania  […]

Kontynuuj czytanie

niedziela, marzec 11 2012

Ulica Chłodna część 1

14 września 2010 roku rozpoczęto rewitalizację ulicy Chłodnej. Dzięki zaangażowaniu Urzędu Gminy Woli oraz zagwarantowaniu środków (13 milionów złotych) już 1 października 2011 roku można było zainaugurować uroczyście w czasie święta ulicy jej odrestaurowany fragment. Dlaczego zdecydowano się  […]

Kontynuuj czytanie

wtorek, luty 28 2012

Rondo ONZ – zabudowa, wieżowce

Jaka jest definicja ronda??? Encyklopedia Warszawy podaje następujące określenie: „skrzyżowanie tworzące plac o kształcie zbliżonym do koła lub owalu”. Oczywiście Rondo ONZ – Organizacji Narodów Zjednoczonych – w Warszawie jak najbardziej mieści się w tak zdefiniowanym pojęciu. Jest ono położone na  […]

Kontynuuj czytanie

niedziela, luty 19 2012

Pałac Kazimierzowski

Wprowadzenie Do Warszawy w sezonie przyjeżdża mnóstwo turystów. Bardzo często jednak mało kto wie od razu, co łączy ze sobą Szkołę Rycerską – Korpus Kadetów oraz na przykład założone w XIX wieku Liceum Warszawskie. Oczywiście nie każdy musi się orientować w takich niuansach, jednak warto poznać  […]

Kontynuuj czytanie

niedziela, luty 12 2012

Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego

Jest 11 czerwca 1999 roku, późne popołudnie – skrzyżowanie ulic Dobrej i Lipowej w Warszawie. W okolicach nowo wybudowanej Biblioteki Uniwersyteckiej gromadzi się ogromny tłum ludzi głównie studentów, ale nie tylko. Wszyscy w napięciu oczekują szacownego gościa. Jest nim nie kto inny jak Papież Jan  […]

Kontynuuj czytanie

niedziela, luty 5 2012

Śladami Żydów w Warszawie

„Ziemio, nie zakryj mej krwi, by krzyk ukojenia nie zaznał” Hi. 16.18 Mało kto by pomyślał po zakończeniu II Wojny Światowej, że naród żydowski będzie potrafił odrodzić się do istnienia po tragedii, której doświadczył w Polsce i całej Europie. Żydzi bowiem doznali niewyobrażalnych cierpień z ręki  […]

Kontynuuj czytanie

- strona 1 z 2